Nauka o produktywności – sposoby na prokrastynację

Jeszcze tylko sprawdzę skrzynkę, zajrzę na fejsbuka, zrobię sobie herbatę… no i jeszcze może zadzwonię do babci, i odkurzę, i podleję kwiatki, i obejrzę ostatni odcinek ulubionego serialu… i z impetem zabieram się do pracy!

Zwlekanie z wykonaniem zadania, w warunkach wirtualnych (media społecznościowe) jest niezwykle łatwe – jak sobie poradzić z Internetem pisałam w poście o Alexie Pangu. Jak w ogóle poradzić sobie z odwlekaniem spraw na potem? Poniżej kilka rad od ASAP Science.

ASAP Science to kilkuminutowe filmiki, które odwołując się do osiągnięć nauki pomagają rozwiązywać codzienne problemy.

productivity

Twórcy filmu przekonują, że siła woli to zdecydowanie nie wszystko – samokontrola czerpie z ograniczonej i wyczerpywalnej puli zasobów psychicznych. Mówienie sobie: „muszę się bardziej starać” jest po prostu nieskuteczne.

Co robić?

  • Zacznij. Banalne i genialne, ale moment rozpoczęcia jest największa barierą dla produktywności. Jeszcze zanim rozpoczniemy pracę nad danym projektem nasz mózg wizualizuje sobie najgorsze etapy pracy i próbuje je podzielić krótkimi pauzami (przerwa na herbatę, przerwa na fejsbuka). Na szczęście działa efekt profesor Zeigarnik:

EFEKT ZEIGARNIK – zadania, których dokończenie danej osobie przerwano są lepiej przypominane, niż te, które można było skończyć. Zadania, których nie ukończyliśmy pamiętamy lepiej niż te wykonane. Jeśli wykonanie zadania jest satysfakcjonujące, będzie ono „zamknięte” i trudniejsze do przypomnienia sobie. Praktycznym przykładem występowania efektu Zeigarnik może być kelnerka, która lepiej pamięta klientów, którzy jeszcze nie zapłacili rachunku, niż tych, którzy już opuścili lokal. Efekt ten wykorzystują również twórcy seriali, kiedy kończą dany odcinek w sytuacji pełnej napięcia, stosując cliffhanger, czyli zawieszenie na krawędzi cliffu – a robią to po to, by przytrzymać uwagę widzów aż do kolejnego odcinka.

Jeśli nie skończyliśmy podjętego zadania czujemy dyskomfort, ciągle myślimy o projekcie.

Co z zarządzaniem czasem?

  1. Wyrób nawyk. Nie chodzi o to by pracować więcej, ale regularnie i robić przerwy. Badania  nad najlepszymi wiolonczelistami pokazują, że Ci nie są lepsi im więcej pracują, ale kiedy robią to regularnie. Okazuje się, że regularność daje muzykom siłę, by skupić się nad tym co najtrudniejsze. Nie rozdrabniają się, nie rozpraszają – maksymalnie wykorzystują energię  na pracę w określonych regularnych odstępach czasu. Co ważne dbają o przerwy i relaks. Ich siłą jest nawyk, dyscyplina i plan działania. Wiolonczeliści najczęściej pracują w 90-minutowych blokach, po których robią sobie około 20-minute przerwy.
  2. Zaplanuj deadline  – czyli termin zakończenie pracy, projektu, działania. Deadline trzeba sobie zapisać na karteczce, przypiąć nad łóżkiem, wpisać do kalendarza. Szanse ukończenia projektu są większe, kiedy mamy zaplanowany koniec.
  3. Prowadź kartę postępu – Pomocna może być tablica, na której będziesz notował postęp prac. W jednej kolumnie notujemy czas, w drugiej to, co udało nam się zrobić w danym okresie. Karta pomaga w realny sposób ocenić postępy w pracy. Notowanie pomaga także uniknąć drobnych rozpraszaczy (fejsbuk, przerwa na kanapkę, telefon)
  4. Nie uprawiaj multitaskingu. Masz wrażenie, że robisz więcej, ale po prostu tak się nie da. Nie da się zrobić dobrego obiadu jednocześnie krojąc cebulę, pomidory, a drugą ręką gotując makaron (pisałam o tym tu). To co chcesz zrobić rób po kolei. Mózg będzie Ci wdzięczny za jasny cel i plan.

O zaletach notowania i prowadzenia dziennika  pisałam  w poście O POŻYTKACH Z PISANIA.