Dlaczego najważniejsze wyzwanie naszych czasów jest tym najbardziej ignorowanym

Kwiaty wokół nas kwitną wcześniej niż zwykle, wędrowne ptaki przylatują później, ale my nie dostrzegamy tych zmian. Zimą, na stawach i jeziorach lód jest wyjątkowo cienki, ale nas to nie dziwi. Nie mamy pojęcia, jak nazywają się drzewa i rośliny wokół nas. Nie znamy nazw ptaków, które śpiewają nam rano i wieczorem. Straciliśmy więź, która łączyła nas z Ziemią, naturą i przodkami.

Ludy rdzenne żyją w głębokim duchowym związku ze swoim otoczeniem. Mają głęboką wiedzę dotyczącą środowiska, w którym żyją (również jako źródła utrzymania). Ta wiedza z poczuciem uświęconego zaufania jest przekazywana z pokolenia na pokolenie.  | Na zdjęciu kobieta z plemienia Ojibwa ludu Anishinaabe

Zmienił nas kapitalizm. Przyśpieszył nasze życie i wykorzenił. Odłączyliśmy się od naszego otoczenia i od siebie nawzajem. Jesteśmy ciągle rozproszeni, samotni, wpatrzeni w ekrany, w strumieniu wiecznego teraz. Świat nam się rozpada. Myślenie w kategoriach pokoleń stało się czymś niepojętym. Nie zastanawiamy się, ani co o naszych działaniach powiedzieliby nasi zmarli, ani czy nasze działania przysłużą się kolejnym pokoleniom.

Wykorzenienie. Wyparcie. Solostalgia

Koncepcja równowagi czy harmonii wspólna wielu kulturom rdzennym jest nam obca. Nasza kultura opiera się na wyparciu. Na jakimś poziomie wiemy, że jesteśmy częścią zgłębionej sieci związków. Ale nie traktujemy świata, jak domu tylko jak obszar podboju. Cały czas bierzemy, w coraz bardziej niebezpieczny sposób obdzieramy Ziemie z surowców, by w kółko kupować i wyrzucać, kupować i wyrzucać. Jednocześnie wiemy i nie wiemy, kto wytwarza dla nas towary, kto po nas sprząta, gdzie znikają nasze śmieci i odchody. Niemal wszyscy umniejszamy rzeczywistość kryzysu klimatycznego żyjąc w wyparciu.

Australijski filozof, Glenn Albrecht, ukuł termin „solostalgia”, określający szczególny rodzaj niepokoju, który odczuwamy, kiedy ukochane, dające ukojenie miejsca, zostają tak radykalnie zmienione przez industrializację, że stają się obce i nie do poznania. W czasach globalnego kryzysu klimatycznego, solostalgia staje się powszechnym doświadczeniem.

Klimatyczny paradoks i klimatyczna apatia

Ostrzeżenie naukowców są dramatyczne, konsekwencje zmian klimatycznych coraz poważniejsze, sprawa wymaga podjęcia pilnych działań. Stawką jest nasze przetrwanie, nasze zdrowie i życie – mimo to, nie dzieje się nic. Mimo powszechnej wiedzy dotyczącej zagrożeń, ludzie są obojętni i apatyczni. Nie rozmawiają między sobą o problemie zmian klimatycznych, nie zmieniają swojego zachowania (nie podejmują żadnych ekologicznych działań), nie podejmują działań politycznych i nie uczestniczą w ruchach ochrony klimatu. Walka z ociepleniem klimatu nie jest także priorytetem w sferze publicznej, w mediach czy publicznych instytucjach. Kwestia ocieplenia klimatu jest niewidzialna, nie ma jej.

O prawicowym ruchu negacji zmian klimatycznych finansowanym przez gigantów przemysłu takich jak ExxonMobil czy Koch Industries, wspominałam TU.

Jednym z ciekawszych prób odpowiedzi na pytanie o masową bierność w sprawie klimatu jest praca socjolożki Kari Norgaard. Badania przeprowadziła podczas wyjątkowo ciepłej zimy (2000/2001) w wiejskiej społeczności w zachodniej Norwegii. Wspomnianej zimy pierwszy śnieg spadł dwa miesiące później niż zazwyczaj, wędkowanie było niemożliwe (jeziora nie pozamarzały) a wyciągi narciarskie musiały kupić sprzęt do zaśnieżania. Lokalna i krajowa prasa za stan rzeczy obwiniała ocieplenie klimatu. Mimo to mieszkańcy byli i do dziś pozostają bierni. Norgaard za ten brak działań wini społeczne wyparcie kryzysu klimatycznego. To paradoks, ale dla wykształconych i aktywnych społecznie mieszkańców Norwegii (to dotyczy wszystkich mieszkańców Zachodu) ocieplenie klimatu jest jednocześnie powszechną wiedzą i czymś niewyobrażalnym, oderwanym od codziennego życia.

Mieszkająca w Stanach Norgaard wybrała na obszar swoich badań Norwegię, ponieważ jest to kraj ludzi wykształconych, politycznie aktywnych i bogatych, (których stać na rozmaite wyrzeczenia w imię dobra klimatu) | Kari Norgaard „Living in Denial. Climate Change, Emotions and Everyday Life

Silne emocje ukryte pod płaszczem obojętności

Książka Norgaard pokazuje, że wspólnie blokujemy i dystansujemy się od informacji dotyczących klimatu a bezczynność w tej kwestii jest powszechnie akceptowalną normą. Ludzie nie chcą rozmawiać o ociepleniu klimatu: „muszę usiąść i to przemyśleć”; „to nie jest rzecz, o której myśli się codziennie”; „to ciężki temat”; „to przytłaczające” – mówią. W pogłębionych wywiadach, które Norgaard przeprowadziła z Norwegami wychodzą jednak na wierzch silne emocje .Okazuje się, że, by nie mierzyć się z problemem musimy ukryć ogrom negatywnych uczuć.

Konfrontowanie się z ideą zmian klimatycznych wywołuje poczucie winy (kto z nas jeździ tylko rowerem i ma dom, który nie produkuje śmieci a energie czerpie wyłącznie ze źródeł odnawialnych?), bezradność i strach o przyszłość – to te emocje w społecznym procesie wyparcia zostają zneutralizowane. Odczuwane: wina, bezradność i strach o przyszłość nie mobilizują do działania, ale powodują, że ocieplenie klimatu pozostaje kwestią prywatną, którą zachowujemy sobie do przemyślenia.

Wypieramy z naszego życia negatywne emocje, bo chcemy czuć się dobrze z naszym stylem życia i wyborami. Nie chcemy czuć się bezradni i zalęknieni – nie chcemy też być takimi postrzegani. Chcemy czuć dumę, chcemy przewidywalnej przyszłości i chcemy być skuteczni. Uważamy, że jesteśmy porządku „nie palimy śmieci w piecu”, „nasz węgiel jest czysty”, „nie usuwamy filtrów cząstek stałych z Diesli” etc… Czasem po prostu chcemy mieć dobry dzień i nie chcemy go sobie psuć złymi wiadomościami. Nie chcemy być też zbyt histeryczni, postrzegani jako wariaci. Z tych wszystkich powodów unikamy tematu zmian klimatycznych.

Wyparcie zmian klimatycznych jest także kwestią społeczną, ekonomiczną i polityczną

To, co wygląda na jawną apatię jest w gruncie rzeczy społecznie zorganizowanym wyparciem, naszą porażką, niemożnością aktywnego i wspólnego zajęcia się sprawą. Bezczynność w sprawie klimatu jest powszechnie akceptowaną, społeczną normą. Ludzie wspólnie blokują lub dystansują się od informacji dotyczących zmian klimatu po to, by zachować spójny system wartości czy pożądany stan emocjonalny. Choć konsumpcjonizm i emisja spalin powodują, że nasza planeta dosłownie się gotuje nie rezygnujemy z paliw kopalnianych i naszego stylu życia.

Niezwykle ważny jest tu kontekst ekonomiczny.Konsumpcjonizm usprawiedliwiamy dobrem dla gospodarki. Od czasów rewolucji przemysłowej czerpiemy ogromne zyski z paliw kopalnianych. Norwegia jest jednym z największym eksporterów ropy i gazu na świecie. Polska stoi na węglu. Brak działań na rzecz ochrony klimatu wynika z chęci zachowania przywilejów i obecnego staus quo.

Potrzeba nowej komunikacji

Pytanie, o to dlaczego robimy tak mało w sprawie klimatu pozostaje otwarte. Dlaczego ludzie, którzy kochają przyrodę, cenią czyste powietrze, szanują swoje zdrowie, często są filantropami – nie robią nic? To pytanie można oczywiście rozszerzyć: dlaczego ludzie nie są aktywni politycznie? Widzą i obcują z szeregiem rzeczy, których nie lubią, które im przeszkadzają, które uważają za naganne – dlaczego nie robią więcej, by je zmienić?

Socjolog Stanley Cohen wyróżniał trzy rodzaje wyparcia: dosłowne („to się nie dzieje, nie ma ocieplenia klimatu”), objaśniające („to się dzieje, ale nie o to w tym chodzi naprawdę; zmiany klimatu mają miejsce ale są niegroźne”) oraz wyparcie implikacyjne. To ostanie jest kluczowe w pracy Kari Norgaard. O wyparciu implikacyjnym mówimy, kiedy uznajemy dany fakt, ale odrzucamy jego psychologiczne, polityczne i moralne implikacje. Cohen pisze tak:

„Uznajemy fakty dotyczące głodujących i umierających dzieci w Somalii, masowych gwałtów w Bośni, masakr w Timorze Wschodnim, bezdomnych na naszych ulicach, ale nie przeszkadzają nam w psychologicznym sensie, ponieważ nie postrzegamy ich jako wymagających podjęcia moralnych działań… W odróżnieniu od wyparcia dosłownego i objaśniającego, wiedza nie jest najważniejsza ale to, by wykorzystać ją do słusznych czynów.”

Rzecz, którą uznajemy za prawdziwe wstrząsającą powinna wymagać konkretnego działania. Dlatego większość apeli i informacji dotyczących walki z ociepleniem próbuje wstrząsnąć odbiorcami. Komunikaty dotyczące kryzysu klimatycznego często ubrane są w kontekst obciążający ludzkie sumienie: „gdyby ludzie wiedzieli i gdyby naprawdę się troszczyli to robiliby więcej”. Ale ludzie wiedzą i przejmują się, ale mimo to robią niewiele. Choć nie chcą myśleć i rozmawiać o kryzysie klimatycznym, „przyciśnięci do muru” w pogłębionych wywiadach Norgaard pokazują, że wiedza i świadomość nie są problemem:

„…sposób, w jaki żyjemy, kultura w jakiej zostaliśmy wychowani na wiele sposobów pozostają w opozycji do naszych wartości. Do pewnego stopnia można być przeciwnym ociepleniu klimatu, ale musimy ogrzewać nasze domy, dojeżdżać do pracy i transportować towary na znaczne odległości. To niezwykle trudne być wiernym przekonaniom dotyczącym środowiska i żyć w naszym społeczeństwie. Jako jednostki nie zmienimy tego w jeden dzień.”

Problemem są wina, bezradność i lęk. Ludzie nie chcę jeszcze więcej lęku, winy i bezradności. Dlatego potrzebujemy nowej komunikacji. Taką perspektywę rysuje Naomi Klein. Problem, o którym nie chce się myśleć, który wywołuje szereg lęków i obaw ubrała w opowieść dającą nadzieję na lepszy świat. O tej nowej nadziei związanej ze zmianami klimatu można przeczytać tu:

http://www.blowminder.com/2017/01/24/sprawiedliwosc-klimatyczna/

Opracowanie m.in. na podstawie wykładu, którego Kari Norgaard, autorka książki „Living in Denial. Climate Change, Emotions and Everyday Life” udzieliła w 2013 w Reykjaviku.

 

  • „Do pewnego stopnia można być przeciwnym ociepleniu klimatu, ale musimy
    ogrzewać nasze domy, dojeżdżać do pracy i transportować towary na
    znaczne odległości. To niezwykle trudne być wiernym przekonaniom
    dotyczącym środowiska i żyć w naszym społeczeństwie. Jako jednostki nie
    zmienimy tego w jeden dzień.” – tak jest w istocie. Sama od siebie powiem, że nie jestem w stanie zmienić tego wszystkiego, np.kupić elektrycznego samochodu- bo to są ogromne koszty i mnie na to nie stać. Miałoby to w dodatku sens, gdyby przyłączały się kolejne osoby. Co mogę zrobić? Nie wyrzucam/nie palę śmieci, nie marnuję jedzenia, nie wycinam drzew (choć bym mogła bardziej niż ktokolwiek inny) dbam o środowisko wokół siebie. Tyle.
    Uważam jednak, że o tym trzeba pisać, uświadamiać ludzi – bo popatrz co się dzieje; im więcej się o czymś mówi tym bardziej ludzie się dowiadują, podejmują pewne decyzje, inaczej zaczynają (z czasem) kierować swoimi wyborami. Patrz: bieganie, dbanie o zwierzęta domowe, przemoc w rodzinie i wiele innych.
    Dobrze, że o tym piszesz.

    • Tak, świadomość ekologiczna rośnie, zwłaszcza po ostatnich atakach smogu. Dobrze, by wraz z nią rosła społeczna presja na polityków, bo to oni uchwalają prawo, które pozwala truć powietrze czy wycinać chronione drzewa. Od ludzi nie można wymagać, by kupili elektryczne auta i przerzucili się na zieloną energię – ale można poprzez mądrą i dalekowzroczną politykę w takich działaniach ich wspierać. Takim małymi krokiem jest na przykład dofinansowywanie wymiany pieców w Krakowie. Ale można i trzeba robić więcej.

  • Zastanawiam się, czy jest w ogóle możliwy postęp cywilizacyjny bez dewastacji przyrody? Pytanie drugie, które mi się zawsze wtedy nasuwa to czy my jako gatunek rzeczywiście musimy przekształcać nasze środowisko w sposób tak niemądry i destrukcyjny? Może się okazać, że za jakiś czas prace przejmą za nas roboty, a my, ludzie nie będziemy mieli się gdzie podziać, bo wszystkie miejsca, gdzie chcielibyśmy być zostaną zurbanizowane. Czy pozostanie nam rzeczywistość wirtualna?

    • W przeszłości postęp i dewastacja przyrody szły ze sobą w parze – w myśl biblijnej zasady „czyńcie sobie Ziemie poddaną”. W końcu jest to myślenie, które leży u podstaw zachodniej cywilizacji. Tyle tylko, że doszliśmy do ściany, więcej już się nie da. Nie ma raju, do którego moglibyśmy uciec, by schronić się przed zanieczyszczeniami czy kataklizmami. Musimy dbać o to, co mamy – to kwestia zdrowia naszych dzieci i naszego przetrwania

      • Jest też inny tekst biblijny „Bóg zniszczy tego, kto niszczy Ziemię”.

  • Solostalgia – przemawia do mnie.
    Wiele jest takich miejsc, które żywe są już tylko w mojej wyobraźni.

  • Ostatnio z namiętnością oglądam pewien kanał astrologiczny i bodajże wczoraj był ciekawy program o zagładzie naszej planety. Poza nagłym uderzeniem komety (a nawet jakiejś wolnej planety) czy też wyrzutu gamma (dziura ozonowa to przy tym pikuś!) z roku na rok stygnie jądro Ziemi, co wpłynie także na temperaturę wód itd. Tak ogólnie – i tak nie przetrwamy. Pytanie brzmi – jak długo więc chcemy się zatruwać, skoro życie jest tak krótkie i tak kruche?

    • Obawiam się, że sami możemy doprowadzić do zagłady. Nie musimy czekać na komety…

  • Krolowa Margo

    Witam 🙂
    Mam świadomość zmian zachodzących w otaczającej nas przyrodzie i nieustannie mnie to martwi. Mam własny ogród ,mam swoją pasiekę i obserwuję jak coraz cieplejsze zimy szkodzą roślinom ,za wcześnie wypuszczają pąki ,później przychodzi chłód i wszystko zamarza ,pszczoły zamiast być w letargu (przy mroźnej normalnej zimie tak właśnie jest ) one są aktywne ,później na wiosnę są osłabione. Od lat zbieram zioła i widzę ,że niektóre gatunki po prostu znikają ,nie ma ich już ,bardzo bardzo mnie to martwi ,co zostanie dla naszych dzieci. Ostatnia ustawa pozwalająca na wycinkę drzew dobiła mnie totalnie. Co robię ze swojej strony ,podpisuję różne petycje ,nie wiem czy one coś dają. Nie biorę reklamówek i woreczków w sklepach ,ubolewam nad tym że nie ma u nas sklepów których można kupować bez opakowań, segreguję śmieci ,nie używam nawozów ,oprysków ,mój ogród ozdobny i warzywnik jest ekologiczny. Sadzę drzewa u siebie , u teściowej na działce ,różne krzewy ,żeby ptaki miały co pojeść ,gdzie gniazda robić ,wieszam budki lęgowe. Mam mnóstwo kwiatów i roślin miododajnych to dla moich pszczół i innych zapylaczy. Kupuję mało ubrań ,często używane ,albo przerabiam , nie wyrzucam zawsze coś można uszyć ,np. ekologiczną torbę na zakupy. Myślę o założeniu baterii słonecznych ,na razie mnie to trochę przerasta finansowo ale myślę że w końcu będą .Jeżdżę rowerem w miarę możliwości .Uczę tego wszystkiego moje dzieci. Staram się jak tylko mogę żyć w zgodzie z naturą ,co jeszcze mogę zrobić jako jednostka ?

    • Przeczytałam twój komentarz z radością w sercu, bo jesteś osobą, która rozumie, że Ziemia jest naszym jedynym domem. Jesteś dla mnie wzorem. Pytasz, co jeszcze możesz zrobić? Ciągle się nad tym zastanawiam, ciągle wierząc, że nawet najdrobniejsze działania (akty troski dla Ziemi) mają sens. Pozdrawiam Cię serdecznie <3