Od bezsilności do auto-ekspresji. Jak przejść życiowy kryzys i uwierzyć w siebie

Kilka lat temu, z powodu problemów zawodowych i osobistych – wpadłam w czarną dziurę. Byłam pogrążona w ogromnym smutku (stany depresyjne), lęku (ataki paniki) i poczuciu wstydu, że się rozpadłam i straciłam kontrolę nad życiem. To był jeden wielki życiowy kryzys.

Zamiast słuchać siebie i realizować własne pragnienia i marzenia spędzałam godziny zadręczając się wątpliwościami i złymi myślami. Byłam dla siebie bardzo surowa i wymagająca. Mimo, że pragnęłam zmiany, w ślimaczym tempie wracałam do zdrowia i równowagi.

Z perspektywy czasu widzę, że w procesie powrotu do siebie, najważniejsze okazały się praca z wewnętrznym krytykiem i umiejętność dbania o siebie, które bardzo powoli budowały we mnie ufność i wewnętrzną siłę. Dzięki nim od bezsilności, lęku i braku wiary w siebie przeszłam do radości i auto-ekspresji. Weszłam na ścieżkę twórczego życia, której nie chcę opuścić.

Wierzę, że trzymając się tych dwóch elementów: troski o siebie i rozbrajania wewnętrznego krytyka uda mi się uchronić przed wypaleniem, załamaniem i rozpaczą, czyli stanami, których doświadczyłam i nie chcę, by wróciły. Twórcze życie, które rozumiem jako życie w zgodzie z sobą, oparte na słuchaniu siebie i realizowaniu pragnień to dla mnie praca na każdy kolejny dzień mojego życia.

Jak pracować z wewnętrznym krytykiem, by odblokować swój twórczy potencjał

Wewnętrzny krytyk to taki nabyty zlepek emocji, przeświadczeń, wyobrażeń, który blokuje nas przed realizacją marzeń i mocno zaniża poczucie wartości. Składa się z różnych elementów, wynikających z osobowości i życiowych doświadczeń. U mnie to: przymus bycia miłą; skrywanie własnych potrzeb; poświęcanie się dla innych wynikające z poczucia niskiej wartości; szereg przekonań dotyczących tego, co się powinno; poczucie wstydu, że nie jest się wystarczająco dobrym i że nie zasługuje się na wiele rzeczy; blokowanie własnych uczuć – całe mnóstwo tematów do głębokiej pracy.

Nie da się pracować z nimi wszystkimi na raz, można tylko powoli przyglądać się najpilniejszym blokadom i krok po kroku je rozbrajać. Neutralizowanie wszystkich negatywnych, blokujących myśli, które stoją na drodze do życia pełną piersią to nasze najważniejsze zadanie, jeśli pragniemy wartościowych zmian. Co ważne, w pracy nad wewnętrznym krytykiem nie tyle chodzi o zmianę poglądów, ale przede wszystkim o przyjrzenie się im z bliska (Skąd ten głos w nas się wziął? Z jakich doświadczeń wypływa?).

Wewnętrzny krytyk atakuje nas zawsze w sposób bardzo osobisty i jednocześnie mglisty. Jego krytyka nigdy nie jest konkretna. Nauczyłam się (i ciągle uczę) rozpoznawać negatywne, ciągnące w dół myśli i po prostu się im przyglądać, próbować zrozumieć. Nauczyłam się również słuchać jedynie konstruktywnej krytyki. A dobra krytyka to taka, dzięki, której wiemy, co mamy robić (Pojawia się moment: Aha! Czyli to muszę zmienić! Aha! Czyli to zrobiłem źle!). Każda inna krytyka nas po prostu blokuje.

Metody pracy z wewnętrznym krytykiem: uważność, afirmacje, proszenie o pomoc, opłakiwanie ran

Czasem bywa tak, że nawet jedna negatywna myśl potrafi wzbudzić w nas uczucie okropnego przygnębienia. Tak jak jeden kieliszek może spowodować nawrót choroby u anonimowego alkoholika, tak jedna myśl może wrzucić nas w spiralę gnębienia siebie.

Stoczyć się w ospałość, apatię, rozpacz – jest naprawdę bardzo łatwo. Jedna zła myśl i głowa zaczyna swoją pracę, mnożą się wątpliwości, zaczynamy szukać zdarzeń potwierdzających nasze najgorsze przeczucia i już po chwili zamykamy się w sobie i z poczuciem zranienia wystawiamy do świata kolce.

Aby tak się nie stało, musimy ćwiczyć się w uważności, nie brać wątpliwości za dobrą monetę. Wyłapywać myśli, które nas zatruwają i po prostu się im przyglądać. W tej trudnej sztuce przyglądania się własnym myślom może pomóc prowadzenie dziennika, medytacja i wszelkie metody pracy typu mindfullness.

Inną metodą pracy z wewnętrznym krytykiem jest przekuwanie złych myśli w pozytywne afirmacje. To naprawdę działa, tylko trzeba porzucić sceptycyzm i otworzyć się na nowe. Zobaczyć, jak może być inaczej: w innym stanie psychicznym, kiedy myślimy o sobie z szacunkiem i troską, na jakie zasługujemy.

Czasem wystarczy złe myśli, po prostu wypowiedzieć na głos, podzielić się nimi z innymi. Okazuje się wtedy, że ich moc słabnie – lęki przestają mieć nad nami kontrolę. Widzimy, że inni zmagają się z tymi samymi problemami, nie jesteśmy sami. Blokady pozostają nienaruszone, kiedy je ukrywamy – pęcznieją wtedy w naszych głowach do gargantuicznych rozmiarów. Gdy się przełamujemy i głośno o nich mówimy one pryskają jak mydlane bańki.

Praca z krytykiem to także praca nad opłakiwaniem tego, co nam się w życiu nie udało. Nasza gruboskórność i niewrażliwość nie biorą się znikąd. Jesteśmy sceptyczni i krytyczni, bo straciliśmy nadzieję, bo nie wierzymy w pomyślność naszych planów, bo kiedyś ktoś wyśmiał nasze ambicje i tak głęboko schowaliśmy marzenia, że o nich nie pamiętamy.

Naszych ran nie zagoi jednak zgorzknienie. Zawsze możemy sięgnąć po ratunek, bo nawet w najczarniejszych chwilach nasza dusza potrafi sięgnąć po uzdrowienie. W moim przypadku było to trzymanie się myśli o kojącym upływie czasu. To był pierwszy szczebel mentalnej drabiny, którą zbudowałam, by wydobyć się z dna smutku.

Oswobodzenie Silnej Kobiety” to książka o odrodzeniu i odnajdywania życiowej siły; duchowy podręcznik dla zagubionych, skrzywdzonych i szukających ukojenia. Autorka, Clarissa Pinkola Estés daje szereg wskazówek jak uzdrowić swoje rany.

Korzyści zablokowania czyli w czym „pomaga” wewnętrzny krytyk

Życie z wewnętrznym krytykiem jest mocno męczące (co wie każda osoba, która potrafi zadręczać się złymi myślami), ale ma też swoje „plusy”. Krytyk w pewien sposób „chroni nas” przed wyzwaniami samodzielnej kreatywności. Poczucie pełni możliwości może być bardziej przerażające niż ich brak. Przyjmowanie pozycji ofiary może być „wygodne” i zwalniać z odpowiedzialności za własny los. Wewnętrzny krytyk może nam „pomóc” żyć w złudzeniach, kiedy nie chcemy przeżywać frustracji i trudności związanych z realizacją własnych pragnień, poszukiwaniem lepszej pracy albo rzuceniem toksycznego partnera.

Te wszystkie „musimy”, „powinniśmy”, „nie wypada”, „należy” hamują wprowadzanie wartościowych ale trudnych zmian. Bo zmiany są trudne. To naprawdę trudna sztuka, by wyraźnie sobie powiedzieć: nie mogę pracować w firmie, która wymaga ode mnie 80 godzin pracy tygodniowo, nie mogę zostać z kochankiem, który mną pomiata, nie mogę ratować brata, który może ocalić się jedynie sam. Walka o siebie wcale nie jest prosta. Stare nawyki myślowe trzymają się latami i jedyne co możemy zrobić to z szacunkiem i miłością dać sobie czas na zmiany, wprowadzać je krok po kroku i to jest druga ogromnie ważna rzecz, której uczę się od czasu mojego załamania.

Dbanie o siebie poprzez budowanie postawy współczucia i miłości

Umiejętność dbania o siebie to umiejętność matkowania sobie czyli odnajdywania matczynego głosu, który nakazuje dobre, proste życie. To traktowanie siebie z troską, uwagą i szacunkiem, dbanie o równowagę i energetyczne zasoby. Przestawienie się na takie myślenie z trybu „wymagam i kontroluję” zajęło mi sporo czasu. Dziś wierzę, że można osiągnąć znacznie więcej, gdy się o siebie dba niż kiedy słucha się dokuczających podszeptów. W atmosferze bezpieczeństwa i samoakceptacji, kiedy dajemy sobie prawo do czasu tylko dla siebie – rozkwita kreatywność, odkrywamy głęboko schowane marzenia, rodzą się pomysły na lepsze życie. W ten sposób buduję siłę i wiarę w siebie. Nie szukam potwierdzenia własnej wartości na zewnątrz ale zwracam się do swojego wnętrza, poznaję siebie, zastanawiam, czego tak naprawdę chce. Krok po kroku.

Zasada małych kroków

Szukanie czasu tylko dla siebie uczy wprowadzania dobrych zmian małymi krokami. Kiedy odkrywamy, co chcielibyśmy zmienić, jakie marzenia zrealizować – przygniatają nas własne nierealne oczekiwania i brak czasu właśnie. Chcemy od razu mieć wystawę prac w najlepszej galerii, świetne recenzje, bogatych klientów i dom na Mazurach. Możliwości, które się pojawiają okazują się przygniatające. Wraca krytyk: Po co ci to? – pyta. Mówi nam: nic nie umiesz, nie masz talentu, wykształcenia, kontaktów, czasu, to niepoważne, nic ci się nie uda, nie przeżyjesz z twórczej pracy… I nie zmieniamy niczego w naszym życiu.

Podejście pełne troski, mówi: daj sobie czas, narysuj coś w tramwaju, kup sobie lepsze pędzle. Buduj swoją siłę krok po krok. Sprawdź co sprawia ci przyjemność, baw się, rozkwitaj, ciesz się na przykład tym, że codziennie udaje Ci się poświęcić dla siebie i swoich marzeń kilka chwil. Pierwsze kroki na drodze do realizacji siebie zawsze będą drobne – krytykowanie tych wysiłków można porównać jedynie do maltretowania. Umiejętne budowanie postawy pełnej troski zmienia życie. Czas, który dajemy tylko sobie owocuje: odnajdujemy marzenia, nie grozi już nam wypalenie, bo potrafimy dbać o równowagę i energetyczne zasoby. Choćby najmniejszy krok naprzód to więcej niż nic.

Strategia małych kroków pokazuje też , że bycie twórczym to przede wszystkim działanie. Nie fantazjowanie o tym, co moglibyśmy zrobić, gdyby tylko… Dbanie o siebie to aktywny proces, w którym nie odkładamy własnego życia na później tylko wykorzystujemy chwile. Stosując zasadę małych kroków, nie grożą nam wielkie porażki. Po prostu działamy: próbujemy, poznajemy, eksperymentujemy i smakujemy życie. I właśnie w tym byciu aktywnym nie może nam przeszkadzać wewnętrzny krytyk, który jedyne co robi, to nas unieruchamia i obezwładnia.

Każdy z nas „brudzi się” nadmiarem cukru, alkoholu, nadmiarem pracy, niedoborem zabawy, brakiem ruchu, niedostatkiem snu, nadmiarem telewizji albo internetu. Eliminowanie złych nawyków to jeden ze sposobów znajdowania czasu na pielęgnowanie siebie. Pomagają drobiazgi. Od nich zaczyna się zdrowienie. Gdzieś na dnie przygnębienia, gdzie ląduje nasz umysł zauważamy drobny promień światła, który wzbudza w nas zachwyt i podnosi z rozpaczy. Uwagą, troską, czasem dla siebie, przyjemnościami, rozpieszczaniem – budujemy swoją siłę.

W każdym z nas tkwi zdolność samo-uzdrowienia. Nawet w najczarniejszych chwilach umysł potrafi uchwycić jasną myśl. Mi pomogły i pomagają: danie sobie czasu, danie sobie nieskończonej ilości czasu. Czasu na opłakanie ran, na wsłuchanie się w siebie i powolny rozwój. Powolutku, powoli, małymi krokami. Pomogło mi zwrócenie się o pomoc do bliskich i psychologa. Pomogło mi słuchanie kojącej i ciepłej muzyki, która kierowała moją uwagę w jasną stronę. Pomogły mi artystyczne randki. Krąg, w którym poznałam podobnych sobie ludzi i otrzymałam potrzebne wsparcie. W głębi duszy każdy wie, co jest dla niego dobre. Słuchajcie siebie.

 

+++

Proces, który przeszłam jest bardzo mocno zainspirowany jedną z moich ukochanych książek – „Drogą Artysty” Julii Cameron. Julia opisuje w tej książce dwa najważniejsze narzędzia, które pomagają w twórczym odblokowaniu. Pierwsze to „poranne strony” – dziennik prowadzony codziennie rano metodą strumienia myśli. Poranne strony, oprócz mnóstwa zalet są bardzo pomocne przy obserwowaniu i rozbrajaniu wewnętrznego krytyka. Drugie narzędzie, które rekomenduje Julia Cameron to artystyczne randki, o których pisałam tutaj – to znakomite narzędzie do rozwijania troski i dbania o siebie.

  • O istnieniu czegoś (kogoś?) takiego jak wewnętrzny krytyk dowiedziałem się jakiś rok temu. Nie wiedziałem, że przez tyle lat to właśnie przez to coś żyłem na 30% swoich możliwości.

  • Ja też jestem za zasadą małych kroków. Wielkie zmiany też potrzebują czasu a na jednej, z pozoru małej rzeczy łatwiej jest się skupić, niż na 5 od razu 🙂